niedziela, 16 grudnia 2012

To nie tak miało być...

Skończona uczelnia sportowa, w miarę rozruszane kości i ... mijają już właśnie dwa lata od powrót do domowych pieleszy, w ciepełko kołderki, grzejącej w ręce 'hot chocolate', maminych obiadków, często i własnych kulinarnych wytworów.  'Stacjonarny' tryb życia rozpoczęłam jednak pół roku później, bo to i jeszcze trochę szkoły zostało wtedy, ale już na dojazdy. Jak to w naszym kraju bywa brak pracy, a całe dnie przepełniały zajęcia czysto siedzące, tj. komputer, komputer komputer. Tak do mniej więcej tego roku wyglądało moje życie, dokładniej do 19 marca, kiedy to w życiu mym pojawił się towarzysz niedoli, a raczej towarzyszka - suczka rasy najlepszej, dzięki której coś mi się w życiu poprzestawiało. Dokładniej - do monotonni codzienności, tj. wstawania, jedzenia, spania, leżenia,  komputera i komputera i komputera doszły mi spacery i zabawy/ z D., wszystko przeplatane próbami (chyba niezbyt udanymi) tresury, których to czynności nie jest mało do tej pory, bo to nadal młode stworzenie i zabawy, ruchu i nauki nadal potrzebuje.

Niestety, ale z każdym dniem widzę coraz bardziej i coraz mocniej mi to w oczy świeci, że spacery z D. są jedyną moją formą aktywności fizycznej. Taaaak, i pisze to osoba z wykształceniem czysto sportowym, która powinna robić zupełnie odwrotnie, ale jak to przysłowie mówi 'Szewc bez butów chodzi', tak i ja nie korzystam z zasobów mojej 'wiedzy'. Tak jak zaczęło mi to w ostatnim czasie przeszkadzać, tak coraz mocniej zaczęła działać ta zła strona mocy, tj. lenistwo, obżarstwo, cudnie pachnące smakujące i nęcące słodycze, które stały się moim uzależnieniem i wchłaniam je w ilościach katastrofalnie wielkich. Dochodzi do tego brak ruchu, uwielbiane i ukochane przeze mnie hobby - tj. czytanie książek, któremu mocno sprzyja mój odremontowany pokój.  Więc obraz mojej przyszłości nie maluje się w ciepłych korzystnych barwach. Chcę zaznaczyć, że nie jestem osobą z problemami wagowymi, czy coś. Moja waga jest prawidłowa, aja 'podobno' ;) chuda. Widzę jednak, jak mocno zmienia się moje ciało bez odpowiedniej dawki ruchu, i za moment wiem, że tych kilogramów będzie więcej, jeśli się za się nie wezmę. Nie chcę się w żadnym wypadku odchudzać, a wszystko będę jednak robiła według zasady: DLA ZDROWIA.

Jako, że ostatnio zaczęłam już coraz częściej zaglądać do lekarza, i czytać ewentualne straszliwe 'diagnozy' we wszechwiedzącym internecie, to doszłam do jego wniosku, że na pewno nie zaszkodzi mi zmiana trybu życia i walczenie z moim lenistwem. Dlatego też postanowiłam coś zmienić  i zacząć się ruszać. Nie pomaga mi fakt, że najbliższe mi osoby rozsiane są mocno po Polsce i nie mam nikogo tak naprawdę przy boku, kto mógłby mnie np. zaciągnąć na basen albo siłownię za kudły, to jednak postanowiłam w ten sposób - tym blogiem - szukać motywacji i próbować coś z sobą zrobić. Jako, że w piątek zły początek, a badania donoszą, że ludzie rozpoczynający coś we wtorek najczęściej nie kończą swoich planów, więc ja zaczynam dziś. Niech to będzie 'ta ostatnia niedziela'.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz