No to zaczęłam... dziś dzień rozpoczęłam od kawy i trzech kawałków ptasiego mleczka :P A co sobie będę żałowała, nie? :D Wiem, że muszę ograniczyć słodycze i kawę, ale nie zrezygnuję z nich never. To moje całe życie, choć wiem, że ostatnio przeginałam - cztery kawy dziennie (każda 4 łyżeczki cukru czyli razem 16! dziennie - nie licząc herbat) plus dodatkowo ok 1 kg! ciastek, tak wiem nie widać po mnie, czasami uzupełnianych marsem albo innym batonem, albo cukierkami. Dokładając jeszcze dietę i moje nocne obżarstwo - kocham zasypiać, jak jestem przejedzona i mam pełny brzuch, to niebawem może się to dla mnie źle skończyć. Patrząc z ekonomicznej strony - zaoszczędzę przy tym duuużo kasy, no i moja mama też :]. Do dzisiejszego żarła podczas świątecznego spotkania z E.M. dołożyłam megaporcję shormy z frytkami i sosami, piwo - ledwo co to wchłonęłam ...no i to by było na tyle jedzeniowo ... nie fajnie to wygląda wiem, obiecuję sobie poprawę - w końcu w ciągu 24 godzin nie można całkowicie wywrócić swojego meganiezdrowego trybu.
Ha! Żeby nie było tak źle, na koniec dnia zapodałam sobie ćwiczenia z C.C. Tu też bajki nie było, moja towarzyszka niedoli - D. nie chciała w ogóle ćwiczyć i tylko zerkała na mnie spod nosa, mając minę co najmniej jakby się ze mnei mocno nabijała i co rusz albo ochoczo zabierała się do podgryzania moich stóp, albo uszu i tyle by było z tego ruchu - na dwóch seriach po 10 powtórzeń przy czterech cwiczeniach na brzuch się skończyło i dupa. Ale.... jutro będzie lepiej! :]
a z tą panią to dokończę jutro... :)
http://www.youtube.com/watch?v=N7vh8JvxnEk
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz